Przyznaję się bez bicia – nie lubię chodzić do fryzjera, a raczej powinienem inaczej skonstruować to zdanie. Powinno ono brzmieć mniej więcej tak, że nie lubię się zbierać by pójść do fryzjera. Jak sam to czytam to widzę, że to masło maślane, ale prawda jest taka, że sam pobyt na fotelu fryzjerskim jest bardzo miły. W zasadzie to zazwyczaj chce mi się spać i powoli odpływam w takim miejscu. Problem w tym, że jak mam się wybrać dna ścięcie włosów to oczywiście robię wszystko inne, aby tam nie pójść. Sam nie wiem dlaczego, w końcu człowiek od razu inaczej wygląda po takiej wizycie. Czuje się wręcz o kilka lat młodziej, ale co zrobić czasami człowiek jest taki, że jak go ktoś nie kopnie, to sam będzie się wymigiwał od danej rzeczy do granic możliwości. Podobnie jest z wizytą u stomatologa – choć tutaj same doznania na fotelu nie są najprzyjemniejsze w przeciwieństwie do salonu fryzjerskiego.
Oczywiście trzeba się umieć nastawić na taką wizytę i uświadomić sobie, albo po prostu wbić do głowy jako coś, co trzeba realizować każdego miesiąca lub co „ileśtam” tygodni. Oby tylko to „ileśtam” tygodni nie zwiększało się każdego razu.